Szydełkowanie

„Kiedy masz na to czas?”

Niektórzy z Was wiedzą, że jestem mamą dwóch wspaniałych córeczek. Zosia ma prawie 4 lata a Ola 2,5 roku. Na większą skalę moja przygoda z dzierganiem zaczęła się, kiedy pierwsza córcia miała 3 miesiące. Najpierw na drutach powstawały, mięciutkie kocyki. Pierwsze testowane były przez Pszczółkę i dzieci koleżanek. Drogą pantoflową szybko dostałam pierwsze zamówienie, a zaraz za nim kolejne. Znajome mamy już wtedy pytały, kiedy przy malutkim dziecku, mam czas na realizację i rozwój swoich pasji. Wydaje mi się, że to nie możliwe, abym nie miała czasu na pasję.

Nie potrafiłam spać w dzień, wykorzystując drzemki córeczki, więc przeznaczałam ten czas na naukę szydełkowania. Ona rosła, drzemek ubywało, ale jeśli ja byłam w zasięgu jej wzorku, to pozwalała mi dziergać. Pamiętam, kiedy szydełkowałam pierwszy dywanik. Mała Zosia siedziała w foteliku i bawiła się sznurkami, przeciągając je przez maciupkie paluszki, a ja na podłodze obok zaplatałam słupki.

Niedługo po tym jak dowiedziałam się o drugiej ciąży, zakochałam się w szydełkowych misiach i postanowiłam nauczyć się sztuki amigurumi . Pierwszy miś był okropnie brzydki. Za duży, źle wypchany, miał dziurki między półsłupkami, z nieumiejętnie wyszytymi oczami. Nawet nie wiem gdzie go teraz znaleźć. Może go wyrzuciłam? Drugi wyglądał całkiem znośnie, i mam go do dziś 😉 Kolejny był kremowy królik w brzoskwiniowej sukience i kolorowa zebra z różową grzywą (przy okazji dziergania zebry powstał też wierszyk, kto chce go przeczytać, jest tu).

Miś numer dwa

Jak organizowałam czas, aby mieć go na domowe obowiązki, opiekę nad maluszkiem i rozwój pasji? Wieczorami zamiast sprzątać i prasować wolałam dziergać. Ogarnianie mieszkania odkładałam na moment, gdy Zosia bawiła się sama (tak, potrafiła zająć się dłużej zabawką, książeczką lub doskonaleniem świeżo nabytej umiejętności pełzania, siadania albo wstawania). Kiedy córcia zasypiała na spacerze, wracałam pod dom i póki smacznie spała ja machałam szydełkiem 😉

Trochę trudniej było po narodzinach Oli. Czas na szydełkowanie bardzo się skurczył. Córcia była z tych, co śpią tylko przy mamie, i z tych, co potrzebują jej obecności na okrągło. Jednak wieczory zostawały dla mnie (cząstki wieczorów, bo na początku jak to niemowlaczek, córeczka często się budziła).

A teraz? Jeśli mam zamówienie z deadline, wykorzystuję chwilę kiedy dziewczynki znajdą sobie jakąś zabawę w ciągu dnia, która ich pochłania. Sekundy, gdy malują, lepią ciastoliną, kolorują i matkują lalkom. Wieczory od godziny 20 do 24. Ogólnie robię to, co każda inna mama. Gotuję obiady, sprzątam, prasuję (och jak nienawidzę prasowania), piorę, piekę ciasta, chodzę na spacery, place zabaw, maluję, rysuję, gram w klasy, czytam książeczki, a od czasu do czasu włączam bajkę 😉 Ale zamiast wyrywania czasu na zamiatanie lub mycie podłogi (dziwnym trafem, jak to zrobię po 5 minutach na czystej jak lustro podłodze, ląduje kubek z herbatką, a jak jest brudna, to tydzień może nic na nią nie spaść – jak?!) poświęcam „wolne” minuty na dzierganie 🙂

komentarzy 8

      • Tworzyć z pasją M.

        Ach ten czas… Ja mam tylko jedną córeczkę a czasu na szydełkowanie wiecznie mi brakuje. Może dlatego, że charakterkiem przypomina Twoją Olę i od urodzenia jest w kółko „mama” i „mama”… dlatego dziergam tylko wieczorami, może czasami w weekend. Ale co racja to racja – każda chwila jest dobra na realizowanie swoich pasji! Przesyłam pozdrowienia i życzę coraz dłuższych chwil z szydełkiem 😊
        Małgosia

        • Woolen Bee

          Dziękuję 🙂 Tobie również życzę chwil z szydełkiem, które będą się wydłużać 🙂 Przy Oli było trudniej faktycznie wrócić do szydełka, ale się udało. I im córeczki większe, tym więcej czasu, choć nadal czas spędzany z nimi to dla mnie priorytet 🙂

  • Tworzyć z pasją M.

    Ach… doczytałam, że amigurumi zaczęłaś od maskotki Sharon Ojala! Ja również swojego pierwszego misia zrobiłam według jej wzoru i to w dodatku ze…. sznurka bawełnianego!!! Taka nieobyta byłam, że nie wiedziałam co do czego służy 🤣 ale zdecydowanie to dzięki Sharon jestem dzisiaj w tym miejscu w którym jestem.

    • Woolen Bee

      Tak, błękitny miś to właśnie ten, który powstawał przy oglądaniu filmiku Sharon 🙂 Nie wiem, czy gdzieś znajdzie się filmik instruktażowy, lepszy niż ten jej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *